Polskie wątki w Iranie

Od początku kryzysu migracyjnego w Europie (i nie tylko) toczy się burzliwa debata - przyjmować przybyszy czy zamknąć przed nimi nasze granice? Historia lubi się powtarzać, nawet jeżeli uporczywie wraca do tych samych bolesnych wątków.


Któregoś dnia wybrałam się na cmentarz ormiański Doulab przy którym, za wysokimi murami, spoczywa 1937 Polaków, w tym 409 żołnierzy armii Generała Andersa, którzy zmarli tu na skutek wycieńczenia po przebytej wędrówce ze Związku Sowieckiego oraz z powodu chorób i epidemii (głównie tyfusu), które były pokłosiem pobytu w łagrach, więzieniach i miejscach zesłania.

Teren Polskiego Cmentarza Wojennego w Doulab nie jest ogólnie dostępny. Jego zamknięta na cztery spusty brama, z naklejoną na froncie polską flagą i orłem, uniemożliwia wejście do środka.





To jednak mnie nie zniechęciło. Zadzwoniłam do sąsiedniej bramy cmentarza, którą otworzył bardzo stary, mocno opalony Ormianin z wąsem pod nosem, próbujący ustalić czego chcę. Poważną trudnością było to, że ni w ząb nie potrafił mówić po angielsku. Po długim namyśle pozwolił mi wejść do środka. 


Staruszek prowadził mnie wśród spalonych słońcem traw, ostrokrzewów i ormiańskich nagrobków, w języku farsi opowiadając mi kto został tam pochowany, odgarniając piach i suche pnącza z grobów. Podążałam za nim i wyrażałam swoje zainteresowanie zadając mu pytania przy pomocy prostych słów po angielsku i mowy ciała. Próbowałam na migi wyjaśnić mu, że jestem turystką z Polski i chcę zobaczyć groby polskich żołnierzy i cywilów, których Iran przyjął w czasie drugiej wojny światowej. Pokazywałam na siebie, mówiąc "Lachestan" ("Polska" w języku perskim), robiłam znak krzyża i udawałam, że strzelam. Nic z tego. W końcu Ormianin wyjął telefon i zadzwonił do swojej córki, której udało mi się wytłumaczyć po angielsku po co przyszłam. Była bardzo serdeczna. Po podaniu słuchawki jej ojcu, powiedziała mu o co mi chodzi. Staruszek roześmiał się, przygarnął mnie do siebie, obejmując jak dziadek wnuczkę. Kiwnął na mnie palcem, abym za nim poszła. 

Bramę z naklejką z polską flagą i orłem, prowadzącą do międzynarodowego cmentarza, gdzie pochowani są także Polacy, otworzył nam inny stary Ormianin, który wszędzie nosił ze sobą klatkę z ptaszkiem. Za nim biegał radosny szczeniaczek, który żywo machał ogonkiem i poszczekiwał. Zaprowadzili mnie do miejsca, gdzie znajduje się pomnik i polskie groby.  


Wejście do polskiej części cmentarza

"Pamięci wygnańców polskich, którzy w drodze do Ojczyzny w Bogu spoczęli na wieki 1942-1944"


"W hołdzie tysiącom Polaków, żołnierzom Armii Polskiej na Wschodzie Generała Władysława Andersa i osobom cywilnym, byłym jeńcom i więźniom sowieckich łagrów, zmarłym w 1942 r. w drodze do Ojczyzny. Cześć ich pamięci."  

Polska część cmentarza znajduje się pod opieką Ambasady RP w Teheranie

W 1942 r. 116 tys. Polaków, z czego prawie połowę stanowili cywile (w tym w tym 20 tys. dzieci, a wśród nich sporo sierot) przybyło z "nieludzkiej ziemi" Związku Sowieckiego (w następstwie amnestii) koleją i drogą morską (przez port Pahlevi, zwany przez Polaków "drogą do wolności"), aby znaleźć schronienie w Iranie (przerzut został zorganizowany przez polskich dyplomatów i wojskowych). 

"Statkami przybywali Polacy. Wysadzono ich w Pahlavi. Nie było dla nich miejsca. Część z nich umieszczono w kinie pod lwem i słońcem, a część w szkole. Byli w opłakanym stanie. Wychudzeni i chorzy. Kiedy dostali pieniądze, poszli na bazar po zakupy. Wtedy pozbyli się swoich zniszczonych ubrań. Było wielu chorych, więc stare ubrania spalono, a uchodźcom wydano nowe. Potem nad brzegiem morza postawiono dla nich prowizoryczne baraki, zanim nie przeniesiono ich do obozów. Wielu tam zostało. Znajomy stolarz robił dla nich trumny, 30 a czami i 50 dziennie. Padali jak muchy." - tak opisywał tamte wydarzenia nadworny fotograf shaha Rezy Pahlawiego w starym filmie dokumentalnym "Zapomniane Requiem".

W kilku miastach, w tym w Teheranie, zaczęto jednak przystosowywać infrastrukturę pod przybyszy. Utworzono obozy dla uchodźców, którym zapewniono opiekę medyczną, a dzieciom dostęp do edukacji ("miastem polskich dzieci" został wtedy określony Isfahan). Na terenie Iranu powstawały "polskie osiedla", gdzie nasi rodacy mogli swobodnie praktykować swoją religię, obchodzić święta, pielęgnować narodowe tradycje, kształcić dzieci i wydawać prasę. Polacy spotykali się z dużą życzliwością ze strony zwykłych Irańczyków.  

Żołnierze Armii Andersa w Iranie (źródło: Agenja Forum)

Dzieci w szkole w Isfahanie (źródło: Agencja Forum)

Magazyn z odzieżą w Teheranie (źródło: Agencja Forum)

Kolejnym tropem tej niełatwej historii, który udało mi się znaleźć w Teheranie, jest zestaw kryształowych szklanek z ozdobnymi wizerunkami polskich miast, podarowanych przez rząd naszego kraju szahowi Pahlaviemu, w podzięce za przyjęcie uchodźców i zapewnienie im opieki. Można go podziwiać w kompleksie pałacowym Sa'd Abad, a dokładnie w Muzeum Królewskich Naczyń Ashraf.




Komentarze

Popularne posty