Rodzina i obyczaje

Któregoś dnia wraz z Niloufar i jej rodzicami wybrałam się na rodzinną kolację do domu jej wujka (brata ojca), który mieszka pod Teheranem. Wszyscy byli od progu dla mnie niezwykle serdeczni i od razu znalazłam się w centrum zainteresowania.

Do stołu podano mnóstwo ciekawych przekąsek, a irańska rodzinka dbała o to, abym wszystkiego spróbowała i zaopiniowała czy mi smakuje. Wesoło mnie zagadywali i chcieli wiedzieć, jakie są moje wrażenie po tych dwóch tygodniach w ich kraju i co sądzę o samych Irańczykach. Opowiadali mi o tutejszych zwyczajach, stereotypach na temat swojego narodu i żartobliwie sobie dokuczali. Co i rusz któreś z nas rzucało żart i wszyscy wybuchaliśmy śmiechem. Tata Niloufar, który jest chirurgiem z zawodu, wskazywał palcem na kolejnych członków rodziny i wymieniał co komu operował – “tej usunąłem migdałki, a temu wyciąłem wyrostek!”. Pacjenci kiwali głowami i pokazywali mi blizny po zabiegu lub chwalili go za brak powikłań. Rozbawiło mnie to i przez łzy, które ciekły mi ciurkiem ze śmiechu, dopytywałam się, czy to oby na pewno etyczne. Pokazywali mi zdjęcia rodzinne i wyśmiewali się ze swojej stylówki sprzed kilku lat.


Ponieważ trafiłam w sam środek kampanii wyborczej, żywo rozmawialiśmy też o polityce. Mocno przesiąknęłam bieżącymi wydarzeniami i wbrew radom z różnych blogów, aby unikać tego tematu jak ognia, co i rusz wdawałam się w dyskusję, często inicjowaną przez samych Irańczyków.

Szczerze powiedziawszy z żadną nacją tak wspaniale mi się nie rozmawiało, jak właśnie z nimi. Tematy tabu właściwie nie istnieją (od kwestii obyczajowych, uczuciowych przez religijne do polityki włącznie). Są oczywiście sprawy, o których mówi się szeptem (np. o zastrzeleniu uczestniczki protestu, studentki filozofii, w czasie kampanii wyborczej w 2009 r.). Chętnie wyrażają swoją opinię i z uwagą wysłuchają rozmówcę. Ma się wrażenie, że w konwersacji naprawdę nawzajem się szanują, nawet jeśli mają odmienne zdania.Takie przynajmniej ja odniosłam wrażenie, w środowisku absolwentów wyższych uczelni i klasy średniej, w stolicy państwa. Przypuszczam, że może wiązać się to z faktem, że publicznie trzeba się cenzurować i dopiero jak zatrzasną się drzwi prywatnych mieszkań, można wyrazić wszystkie swoje myśli.
   
W telewizji leciało BBC farsi, Niloufar przysypiała po kolacji na moim ramieniu, a ja wymieniałam się z jej tatą poglądami na temat prawdopodobieństwa pokojowej rewolucji w ich państwie. Opowiadałam mu jak doszło do obalenia komunizmu w naszej części Europy. Znaliśmy już wyniki wyborów prezydenckich. Wybrano Hassana Rouhaniego na kolejną kadencję. Stwierdziłam, że z uwagi na fakt, iż ponad 50% ludzi oddało głos na bardziej liberalną opcję, można wyczuć nieprzychylne ortodoksyjnej polityce nastroje społeczne. Opowiadałam mu, jak wyszłyśmy na ulicę Teheranu z Niloufar w dniu ogłoszenia wyników wyborów, a wraz z nami tłumy liczące kilka tysięcy ludzi, którzy do 4:00 rano śpiewali, skandowali, tańczyli przy muzyce dobiegającej z otwartych bagażników samochodów, puszczali balony w powietrze i wystrzeliwali petardy. Odniosłam wrażenie, że ten wynik był dla nich zdecydowanie czymś więcej niż wygraną preferowanego kandydata. Tata Niloufar pokiwał głową i stwierdził, że rzeczywiście Irańczycy liczą na to, że to kolejny krok do zmiany, która nadejdzie stopniowo i w swoim czasie. Dodał, że Irańczycy boją się przemocy. Po chwili objął mnie ramieniem i pokazał palcem na ekran telewizora – “Kiedyś będę siedział na tej kanapie, zobaczę Cię jak wypowiadasz się jako wysoki urzędnik unijny w BBC farsi i powiem wszystkich z dumą – "zobaczcie, to moja córka!”. Roześmialiśmy się do siebie. Taki właśnie jest tata Niloufar.

Z jednej strony jest wyważony i dość konserwatywny jeśli chodzi o kwestie religijne, a z drugiej bardzo wyrozumiały i żartobliwy. Pewnego dnia Niloufar wpadła na pomysł, że chciałaby wraz z innymi członkami organizacji studenckiej AIESEC (na marginesie, przez ktorą się poznałyśmy) pojechać do Baku na konferencję azerbejdżańskiego komitetu lokalnego. Zwykle rodzice puszczają swoje córki na wyjazdy z rówieśnikami (a szczególnie przeciwnej płci) bardzo niechętnie (bo to nie przystoi). Tata Niloufar natomiast przyjechał na parking, z którego odjeżdżał autobus do Azerbejdżanu na który czekała Niloufar z koleżankami i kolegami, uścisnął ją, a chłopakom podał rękę na powitanie. Zawsze w nią wierzył i zachęcał do ciągłego rozwoju, kładąc szczególny nacisk na edukację. Wiedział, że podróże poszerzają horyzonty, więc wraz z innymi członkami rodziny wsparli ją finansowo w jej samotnej podróży po Europie. Bardzo mi imponowało jego podejście. Myślałam sobie wtedy o tym, ile świat by zyskał, gdyby pozwolił połowie swojej populacji inwestować w siebie. Gdyby nie ograniczał ambicji dziewczynek, a kobietom pozwalał osiągać szczyty.

U Niloufar, jak i w każdej rodzinie, pełna różnorodność – komuś przypada rola zatroskanej babci, innemu czarnej owcy, komuś bohatera domu, a jeszcze innemu persona non grata. Z jednej strony był brat jej taty – profesor lotnictwa na teherańskiej uczelni technicznej, który wspominał mi o projekcie naukowym sprzed kilku lat, który realizował wspólnie z Politechniką Warszawską. Jego żona natomiast, ubrana bardzo konserwatywnie (gdyż nawet przy członkach rodziny nosiła ściśle założony hidżab i strój zakrywający całe ciało), wydawała się być rozważna i sympatyczna. Od czasu do czasu wtrącała jakiś dobrze przemyślany komentarz i dbała jako gospodyni, aby gościom niczego nie brakowało. Mama Niloufar – wspólnik w kancelarii prawniczej, spokojna i emanująca ciepłem, pełniła rolę szarej eminencji w rodzinie. Z drugiej strony ciotka Niloufar (siostra ojca), zupełnie z innej beczki – samotnie wychowująca nastoletnią córkę rozwódka, z dredami, artystyczną duszą (zawodowo użycza głosu do dubbingowanych filmów) i w nieco hipisowskich ciuchach, z kilkoma tatuażami i wieloma kolczykami. Bardzo pogodna i wygadana, właściwie od wejścia zaczęła mi się zwierzać jak dawno niewidzianej dobrej znajomej.

Każda rodzina irańska ma kogoś bliskiego, kto wyjechał za granicę (zwykle do Stanów Zjednoczonych, Kanady lub Niemiec), aby studiować, znaleźć pracę i osiedlić się na stałe. Często są to młodzi mężczyźni z bardziej zamożnych domów, których rodziny stać na to, aby wpłacić swojego rodzaju kaucję (ok. 10 tysięcy euro) za zawieszenie obowiązkowej służby wojskowej (trwa od 18 miesięcy do 2 lat). W założeniu pieniądze mają być zwrócone po powrocie syna z zagranicy i odbyciu służby, ale tak naprawdę wielu rodziców liczy się z tym, że to “kaucja” bezzwrotna. Swoją drogą, sporo młodych chłopaków w wojskowych mundurach można zobaczyć na ulicach, jak przysypiają w środkach komunikacji publicznej, albo palą papierosa na ławce w parku.


Rodziny często nie widują swoich bliskich po kilka lat. Brat Niloufar, Foad, także wyjechał na studia do Stanów Zjednoczonych, gdzie poznał dziewczynę z Shirazu i postanowili wziąć ślub (jego narzeczona ma zieloną kartę, więc to nieco ułatwia sprawę). Rodzinna ceremonia zaręczyn musiała odbyć się bez nich (właściwie to Foad ją przespał, bo kiedy rodzice Niloufar odwiedzili rodziców swojej przyszłej synowej w Shirazie, aby podpisać kontrakt narzeczeński, w Stanach była jeszcze noc, więc Foad po obudzeniu się ze snu, dowiedział się, że jest już oficjalnie zaręczony). Mama Niloufar i Foada pojechała specjalnie do Dubaju, aby ubiegać się o amerykańską wizę i móc po czterech latach rozłąki odwiedzić syna (w Iranie z oczywistych powodów nie ma amerykańskiej placówki dyplomatycznej). Pech chciał, że tuż przed jej wyjazdem wszedł dekret Trumpa o niewpuszczaniu do Stanów Zjednoczonych obywateli określonych państw, w tym Iranu. Niloufar popłakała się wtedy, klnąc na “pier****ną politykę”.


Dziewczyny narzekały, że nie jest łatwo znaleźć swoją drugą połówkę. Tłumaczyły, że to co oferuje podaż na uczelni, często nie przystaje do ich oczekiwań lub przekonań, gdyż studenci pochodzą z różnych części kraju i ich światopogląd, podejście do religii itp. może drastycznie się różnić. Ubolewają, że w Teheranie nie ma pubów i klubów, gdzie można by było poznać kogoś rokującego na przyszłość. Poza tym szukają zwykle starszego partnera, który osiągnął pewien status społeczny i stabilność zawodową (przeciętny wiek pana młodego to 30 lat, a panny młodej 26). W końcu to on ma zapewnić byt rodzinie i być tzw. “bread winnerem”. Kobieta, nawet jeżeli pracuje, to zwykle w mniejszym wymiarze godzin, a jej pensja pokrywa wyłącznie jej potrzeby (za wydatki domowe czy związane z wychowywaniem dzieci płaci mąż). W zamian ona, ma dbać o ognisko domowe. Mało tego, on biorąc ją za żonę, zobowiązuje się do podarowania jej pewnej sumy pieniędzy (która się waha od równowartości ceny samochodu do dużego domu) – Mehrieh. Ona może zażądać tych pieniędzy w trakcie trwania małżeństwa. On jest także zobowiązany do wypłaty ustalonej kwoty w razie rozwodu. Warto dodać, że z powodu niewypłacalności ślubnego prezentu, paru rozwodników siedzi w więzieniu (22% małżeństw w Iranie kończy się rozwodem, najczęściej w pierwszych pięciu latach od ślubu).


Zanim jednak dojdzie do rozwodu (albo happy ever after…), jeszcze długa droga przed zakochaną parą do zawarcia małżeństwa. Chłopak poznaje dziewczynę (albo jego matka uznaje, że warto go z którąś zeswatać), a jego rodzice poniekąd wpraszają się do rodziców panny młodej na spotkanie zapoznawcze (wcześniej umawiają telefonicznie wizytę). Jest to wyraz szacunku dla rodziców panny i sposób na okazanie dobrych intencji. Przynoszą kwiaty, słodycze i czasami biżuterię. Tradycyjnie to dziewczyna, która stała się obiektem pożądania, serwuje gościom herbatę.


Zarówno chłopak jak i dziewczyna mają coś do powiedzenia w kwestii wyboru przyszłego współmałżonka/i. Aranżowane małżeństwa raczej nie są już praktykowane. Jeżeli obydwie rodziny wyrażą zgodę na zaręczyny, zaczyna się seria przyjęć poprzedzających ślub, zwana Khasgari. Gości częstuje się słodyczami, aby pomiędzy przyszłymi małżonkami słodkości nigdy nie zabrakło. Zaręczyny zostają formalnie ogłoszone. Narzeczeni wymieniają się pierścionkami. Do domu panny młodej wysyłane są prezenty. Rodziny spisują także kontrakt zaręczynowy, w którym ustalają warunki małżeństwa, m.in. co panna młoda zabierze do domu swojego męża po ślubie (od garnków po meble, czasami także bardziej luksusowe rzeczy).


Jednym z elementów charakterystycznym dla perskiego ślubu jest udekorowany stół pełen symbolicznych przedmiotów (podobnie jak przy Nouruz) – Sofreh Aghd. Stoi na nim m.in lustro, w które para młoda razem się wpatruje. Świece to symbol klarowności i energii w ich wspólnym życiu. Jajka oznaczają płodność, a chleb powodzenie. Znajdziemy na nim także owoce i wodę różaną, a także mnóstwo innych symboli.


Bardziej religijne rodziny czytają odpowiednie wersety z Koranu, inne wybierają zamiast tego fragment poezji. Nad głowami pary młodej kobiety trzymają rozciągnięty jedwabny materiał, a nad nim inny członek rodziny kruszy cukier, co ma zapewnić im słodkie małżeńskie pożycie. Najpierw pan młody jest zapytany, czy chce wziąć za żonę ów kobietę. Po tym jak udzieli szybkiej pozytywnej odpowiedzi, to samo pytanie kierowane jest do kobiety. Ona za pierwszym razem się zawaha. Rodzina wtedy rzuca wesołe komentarze, sugerując, że panna młoda ma wątpliwości (słychać różne utarte frazesy typu “Panna młoda poszła pozrywać kwiatki!”). Kiedy pytanie pada drugi raz, czy pragnie wyjść za mąż za tego mężczyznę, odpowiada – “za zgodą moich rodziców i starszyzny, tak”.   Para młoda całuje się i wymienia obrączkami. Mąż i żona zatapiają palce w miodzie i wkładają sobie nawzajem do ust, delektując się jego słodkim smakiem, który ma im towarzyszyć do końca ich wspólnie przeżytych dni.



Źródło: partybravo

Źródło: Google Grafika


Źródło: Google Grafika


Źródło: Google Grafika



Komentarze

Popularne posty