Isfahan - "połowa świata"
Irańskie powiedzenie mówi, że Isfahan jest połową świata. Za czasów dynastii Safavidów (XVI wiek) miasto zostało ustanowione stolicą perskiego imperium, a shah Abbas doprowadził je do świetności, której pozostałości przyciągają tłumy turystów jak żadne inne miejsce w Iranie.
Z Teheranu do Isfahanu można dostać się drogą powietrzną lub naziemną. Najlepiej wybrać się na kilkudniową wycieczkę i przekierować się ze stolicy kraju na południe, najpierw do Isfahanu, a potem do Shirazu.
Niloufar i ja dotarłyśmy do "połowy świata" bardzo wygodnym, przestrzennym autokarem za 8 euro (ponad 450 km!), a następnie w ten sam sposób dostałyśmy się do Shirazu. Miasta dzieli od siebie około 6 godzin jazdy. Pewną trudność może sprawić zakup biletów na autokar przez Internet, gdyż nasza karta płatnicza nie zadziała, a strony internetowe firm przewozowych są często wyłącznie w języku farsi. Rozwiązaniem tego problemu jest albo poproszenie znajomego Irańczyka, aby nam pomógł, albo zakup biletu w terminalu. Terminale z których odjeżdżają autokary z Teheranu do Isfahanu to Południowy (Dżonub) i Argentyński (Arżantin/Beyhaghi).
Samolot będzie kosztował niecałe 30 euro. Aby uniknąć 12-godzinnej podróży autokarem, wróciłyśmy z Shirazu do Teheranu krajowymi liniami lotniczymi Caspian Airlines. Nie są to może standardy najwyższych lotów, ale stosowne do ceny i nienaganne.
Autokar wysadził nas w Isfahanie w środku nocy. Zameldowałyśmy się w hostelu Amir Kabir, płacąc 25 euro za podwójny prywatny pokój. Przeszklone drzwi hostelu były obklejone naklejkami podróżnych z różnych zakątków świata, co odzwierciedlało zróżnicowane, aczkolwiek przeważnie młode i nieco hipisowskie towarzystwo na dziedzińcu w czasie śniadania. Nocą hostel wyglądał dość obskurnie. Przypominał opuszczony szpital. Żartowałam do Niloufar, idąc o 3:00 w nocy do publicznej łazienki, że znajdę tam ćpuna pod prysznicem. Zasypiając, kiedy Niloufar pożyczyła mi dobranoc, odpowiedziałam jej, że mam nadzieję, że rano usłyszę od niej "dzień dobry". Takie były moje pierwsze wrażenia co do naszego hostelu, aczkolwiek za dnia nie wyglądało to tak źle. Niloufar koniecznie chciała zrobić zdjęcie na dziedzińcu, zachwycona, że goście hostelowi wyszli na śniadanie w podkoszulkach i bez hidżabów. Chciała udowodnić, że w Iranie są miejsca, gdzie można czuć się wolnym. Dziedziniec hostelu w Isfahanie okazał się być małą autonomią, gdzie szariat nie obowiązywał.
Autokar wysadził nas w Isfahanie w środku nocy. Zameldowałyśmy się w hostelu Amir Kabir, płacąc 25 euro za podwójny prywatny pokój. Przeszklone drzwi hostelu były obklejone naklejkami podróżnych z różnych zakątków świata, co odzwierciedlało zróżnicowane, aczkolwiek przeważnie młode i nieco hipisowskie towarzystwo na dziedzińcu w czasie śniadania. Nocą hostel wyglądał dość obskurnie. Przypominał opuszczony szpital. Żartowałam do Niloufar, idąc o 3:00 w nocy do publicznej łazienki, że znajdę tam ćpuna pod prysznicem. Zasypiając, kiedy Niloufar pożyczyła mi dobranoc, odpowiedziałam jej, że mam nadzieję, że rano usłyszę od niej "dzień dobry". Takie były moje pierwsze wrażenia co do naszego hostelu, aczkolwiek za dnia nie wyglądało to tak źle. Niloufar koniecznie chciała zrobić zdjęcie na dziedzińcu, zachwycona, że goście hostelowi wyszli na śniadanie w podkoszulkach i bez hidżabów. Chciała udowodnić, że w Iranie są miejsca, gdzie można czuć się wolnym. Dziedziniec hostelu w Isfahanie okazał się być małą autonomią, gdzie szariat nie obowiązywał.
Po śniadaniu założyłyśmy manta i hidżaby. Wolność się skończyła w momencie w którym przekroczyłyśmy próg hostelu. Przyszedł czas na zwiedzanie.
Pierwszym i najważniejszym miejscem, któremu koniecznie trzeba poświęcić kilka godzin, jest wizytówka Isfahanu - powstały w XVII wieku plac Immama Khomeiniego. Plac znajduje się na Światowej Liście Dziedzictwa UNESCO. Wybudowany na planie prostokąta, mierzy ponad 85 m². Środek zajmuje dużych rozmiarów fontanna i deptak po którym jeżdżą dorożki i chodzą spacerowicze. Niegdyś stanowił tzw. meidan - słowo z języka perskiego, oznaczające plac, na którym działy się różne publiczne wydarzenia - odczytywano dekrety królewskie, świętowano perski Nowy Rok Nouruz, odbywały się religijne ceremonie, urządzano wyścigi konne, toczyło się życie gospodarcze. W końcu Isfahan był niegdyś kosmopolitycznym miastem, przystankiem na jedwabnym szlaku. Początkowo na placu nie było ogrodów, gdyż znajdowało się na nim boisko do gry w polo.
W kompleksie znajdziemy dobrze zachowane pałace i meczety, do których można wejść.
Jednym z nich jest meczet Lotfollah, gdzie monarchowie mogli się w zaciszu jego ścian pomodlić. Znajduje się na wschodnim boku placu.
Godziny otwarcia - 09:00 - 12:30 i 14:00 - 18:00. Bilet wstępu - 150 tys. IRR.

Jednym z nich jest meczet Lotfollah, gdzie monarchowie mogli się w zaciszu jego ścian pomodlić. Znajduje się na wschodnim boku placu.
Godziny otwarcia - 09:00 - 12:30 i 14:00 - 18:00. Bilet wstępu - 150 tys. IRR.
![]() |
| meczet Lotfollah |

Po zachodniej stronie, vis-a-vis meczetu Lotfollah, widać Pałac Ali Qapu. Zaprojektowany na sześć pięter, na które prowadzą wąskie spiralne schody. Dynastia Safavidów przyjmowała tutaj szlachetnych gości i zagranicznych ambasadorów. Ściany pałacu i sufit pokrywają wyraźne freski i rozmaite orientalne zdobienia. Jeżeli trafi nam się banknot o nominale 20 tys. riali, po wizycie w Isfahanie szybko wyłapiemy na nim pałac Ali Qapu.
Godziny otwarcia - 09:00 - 18:30. Bilet wstępu - 200 tys. IRR.
![]() |
| Pałac Ali Qapu |
Od strony południowej widać królewski meczet Immama. Składa się z czterech iwanów wokół dziedzińca, a jego kopuła wznosi się na wysokość ponad 50 metrów. W meczecie jest też punkt, gdzie można przetestować akustyczne możliwości tego budynku. Jeżeli tam staniemy i zaczniemy klaskać, tupać, bądź - jeśli ktoś ma umiejętności lub brakuje mu litości dla pozostałych turystów - śpiewać, usłyszymy jak głos roznosi się po całym pomieszczeniu.
Godziny otwarcia - 09:00 - 18:00. Bilet wstępu - 100 tys. IRR.
Pod arkadami, wzdłuż placu, ciągną się sklepy rzemieślników, którzy sprzedają dywany, ręcznie robione ozdoby, obrusy, pamiątki, herbaty i czego tylko dusza zapragnie. Warto do nich wpaść, gdyż handlarze chętnie opowiadają o tym, jak tworzą swoje produkty, częstują herbatą i nie są przy tym nachalni.
Po zwiedzaniu placu Immama Khomeiniego, spotkałyśmy się z kolegą Niloufar, Ali Rezą, który mieszka w Isfahanie i jest trenerem personalnym. Ali Reza jest niesłychanie życzliwy, responsywny i ma niezwykły zmysł dostrzegania potrzeb innych ludzi. Zaprosił nas na obiad do restauracji Shahrzad, która serwuje tradycyjne irańskie potrawy i cieszy się w tym mieście dobrą renomą.
Następnie zabrał nas do dzielnicy ormiańskiej - Dżulfy. Nazwa dzielnicy pochodzi od miasta na granicy Iranu i Azerbejdżanu, skąd szah Abbas sprowadził Ormian w celu ożywienia stosunków handlowych. Dżulfa jest chrześcijańską częścią miasta. Centralny jej punkt stanowi pstrokata katedra Świętego Zbawiciela Vank. Co mnie uderzyło, na ścianach widać makabryczne sceny z Biblii (łącznie z wyprutymi flakami, wizja piekła jest wyjątkowo odrażająca). Tłumaczyłam im jakie fragmenty Biblii przedstawiają freski na ścianach i porównywałam to z wersją koraniczną odnośnie do opowieści o prorokach (Koran uznaje 24 proroków biblijnych m.in Abrahama, Józefa, Mojżesza i Jezusa). Naprzeciwko niej stoi dzwonnica, a obok mieści się muzeum. W muzeum znajdziemy sporo starych dokumentów i chrześcijańskich symboli, a pośród nich najmniejszą Biblię świata.
Godziny otwarcia katedry Vank - 08:30 - 18:30. Bilet wstępu - 30 tys. IRR.
![]() |
| Katedra Vank |
![]() |
| Najmniejsza Biblia Świata w muzeum przy katedrze Vank |
Kolejnym punktem programu następnego dnia był pałac Haszt Beheszt - pałac "Ośmiu Rajów". Wzniesiony w II połowie XVII wieku. Pałac jest co prawda trochę podniszczony, ale i tak na ścianach zachowały się piękne zdobienia i freski.
![]() |
| Pałac Haszt Beheszt "Ośmiu Rajów" |
Atrakcją nie do przeoczenia są isfahańskie mosty nad rzeką Zajande.
Późnym popołudniem wybraliśmy się na most Trzydziestu Trzech Łuków (Si-jo-se Pol), gdzie najpierw odbyliśmy orzeźwiający spacer, a potem wynajęliśmy rowerek wodny i popływaliśmy nim po rzece.
![]() |
| Ulica prowadząca do mostu Trzydziestu Trzech Łuków |
![]() |
| Most Si-jo-se Pol |
![]() |
| Most Khaju |
...i tak w dwa dni zwiedziłam "połowę świata" 😏

























































Komentarze
Prześlij komentarz