Kierunek - Stambuł! Co warto wiedzieć przed wylotem?
Kilka praktycznych porad o tym, co należy załatwić przed wylotem i czego spodziewać się na miejscu...
1. WIZA
Wizę do Turcji można uzyskać na trzy sposoby.
Pierwszy - banalnie prosty i szybki, funkcjonujący od niedawna - możemy złożyć wniosek za pomocą strony internetowej www.evisa.gov.tr. Strona obsługiwana jest także w języku polskim.
Pierwszy - banalnie prosty i szybki, funkcjonujący od niedawna - możemy złożyć wniosek za pomocą strony internetowej www.evisa.gov.tr. Strona obsługiwana jest także w języku polskim.
1. Klikamy na "Złóż wniosek teraz".
2. Następnie wybieramy "Twoje obywatelstwo" spośród listy państw, "dokument podróży" (zazwyczaj "zwykły paszport") i wpisujemy podane hasło do weryfikacji.
3. Kolejny krok to "data przyjazdu do Turcji". Klikamy w kalendarzu dzień w którym będziemy lądować.
4. Po zatwierdzeniu daty przyciskiem "zapisz i kontynuuj" przenosi nas do formularza. Tu podajemy swoje imię, nazwisko, datę i miejsce urodzenia, pierwsze imię matki i ojca, numer paszportu, datę wydania paszportu oraz dane kontaktowe: e-mail, numer telefonu i adres.
5. Na koniec dokonujemy płatności internetowej za pomocą karty kredytowej lub debetowej w systemie Visa lub MasterCard.
6. Po kilku minutach na naszego e-maila przychodzi elektroniczna wiza, wydana na 180 dni od daty pierwszego dnia pobytu w Turcji (dlatego nasz paszport musi być ważny co najmniej 180 dni od daty wjazdu! W innym wypadku wniosek o wizę elektroniczną zostanie automatycznie odrzucony).
Ubieganie się o wizę przez Internet jest odrobinę bardziej skomplikowane niż zakup biletu do kina, więc jeżeli cenicie swój czas, polecam wybranie tej opcji. Po wylądowaniu, zamiast stać w kolejce do okienek na lotnisku z wnioskiem wizowym, kierujemy się bezpośrednio do kontroli paszportowej i okazujemy urzędnikowi paszport wraz z wydrukowaną wizą elektroniczną z naszego e-maila. Kolejną zaletą tego rozwiązania jest fakt, że wiza elektroniczna jest tańsza niż ta zakupiona na lotnisku. Kosztuje 15 euro/ 20 USD.
Drugi, wspomniany już sposób, to zakup wizy na lotnisku typu wklejka. Kosztuje 25 euro/ 30 USD. Wymagana ważność paszportu - 6 miesięcy.
Trzeci, to ubieganie się o wizę w Ambasadzie Turcji w Warszawie. Podróżni muszą mieć ważny paszport co najmniej 60 dni od daty opuszczenia Turcji. Strona internetowa Ambasady, na której można złożyć wniosek o spotkanie wizowe - http://warsaw.emb.mfa.gov.tr/Mission
2. DOJAZD Z LOTNISKA DO MIASTA
Głównym lotniskiem międzynarodowym w Stambule jest lotnisko Stambuł-Atatürk (IST), oddalone jakieś 16 km od europejskiego centrum miasta.
Jest ono połączone z linią metra nr 1 (wychodząc z terminalu właściwie od razu przechodzimy do subwaya w kierunku stacji metra), po drodze mijając automaty, gdzie możemy zakupić bilet na transport publiczny. Ze stacji HAVALIMANI (lotnisko, oznaczone samolocikiem) linią M1 dojedziemy do stacji YENIKAPY (ok. pół godziny jazdy). Stamtąd bierzemy tramwaj albo wsiadamy w metro, w zależności gdzie się zatrzymujemy.
Pomiędzy lotniskiem Atatürka, a placem Taksim, kursują od 4:00 rano do 1:00 w nocy autokary Havabus (cena - 15 TL, w tym bagaż). Dojazd zajmuje ok. 40 minut.
Za 50-60 TL możemy też dostać się do centrum Stambułu taksówką.
3. PIENIĄDZE
Oficjalną walutą w Turcji jest lira turecka (TRY/ choć na miejscu częściej używano skrótu TL). Nominały na banknotach to: 5, 10, 20, 50, 100 i 200 TL. Odpowiednikiem groszy są kurusze. Na monetach widnieją nominały: 1, 5, 10, 20 i 50 kuruszy oraz 1 TL (tej ostatniej będziecie mieli w portfelu pełno!). 1 zł to mniej więcej 1,18 TL. Turecka lira ostatnio słabnie głównie z powodu wysokiej stopy inflacji. Można ją nabyć w kantorach walutowych w Stambule, najłatwiej wymieniając euro lub USD. W maju 2018 r. za 1 euro można było dostać 4,95 - 5 TL.
W Stambule ceny kształtują się mniej więcej tak jak w Warszawie. Za sycący obiad w restauracji zapłacimy 24 - 45 TL, za przekąskę z budki 1,50 - 7 TL, a za jednorazowy przejazd komunikacją miejską 1,50 - 2,60 TL.
Płacenie kartą i wyciąganie kasy z bankomatu nie stanowiło problemu, aczkolwiek korzystając z bankomatu musimy się liczyć z opłatą bankową (za wyciągnięcie 300 TL zapłaciłam dodatkowo 15 TL). Niestety, nie w każdej knajpie płacenie kartą jest możliwe, więc warto mieć przy sobie trochę gotówki.
4. BEZPIECZEŃSTWO
Po Stambule, od rana do wieczora, poruszałam się zupełnie sama i zachowując podstawowe środki bezpieczeństwa, nie czułam się w żaden sposób zagrożona, ani kradzieżą, ani żadnego rodzaju napaścią. Po tym rozległym, kosmopolitycznym mieście przewijają się tłumy ludzi, którzy jeżdżą środkami komunikacji do pracy, spotykają się w knajpach ze znajomymi, a także hordy turystów, z tego co zaobserwowałam, głównie z Rosji, Niemiec, krajów arabskich i azjatyckich (Stambuł odwiedza około 9 mln turystów rocznie).
Jeżeli poprosi się kogoś o pomoc np. o wskazanie drogi, spotkamy się z życzliwością. Turcy są bardzo responsywni. Jeżeli komuś na ulicy dzieje się krzywda, na pewno zareagują. Czasami ktoś zaczepi nas pytając czy nie potrzebujemy jakiś wskazówek i zainicjuje krótką pogawędkę.
Jedyna mało komfortowa sytuacja, z którą miałam do czynienia spacerując ulicami Stambułu, to niechciany podryw, który zawsze miał ten sam schemat. Podbijał jakiś koleś i pytał się skąd pochodzę. Zwykle w takiej sytuacji uprzejmie zbywałam adoratora, mówiąc, że się spieszę, a jak nie pomagało, to po prostu go ignorowałam.
Jeżeli wpadłam w gadkę z kimś z obsługi i padła propozycja wspólnego wyjścia na sheeshę, wspominałam mimochodem, że przyjechałam w odwiedziny do tureckiego chłopaka (postać wyimaginowana), który kończy pracę o 18:00 i proponowałam, że możemy pójść tam we trójkę...
Jeden typ skradł moje serce. Siedziałam sobie przed Hagią Sophią, kiedy dosiadł się jakiś obcy gość ze standardową gadką "Where are you from?". Odpowiedziałam mu coś na odczep się i zaczęłam udawać, że szukam czegoś na mapie. Nagle usłyszałam ten sam męski głos z ciężkim akcentem "Are you looking for my home?".
Tego typu zaczepki zdarzały się stosunkowo rzadko, nie były ani wulgarne ani bardzo nachalne (w przeciwieństwie do tego, czego doświadczyłam w Kairze).
Od nieudanego zamachu stanu w lipcu 2016 r. już siedmiokrotnie został przedłużony stan wyjątkowy (w takich warunkach odbędą się wybory prezydenckie 24 czerwca 2018 r.). Mimo tego, nie wprowadzono godziny policyjnej. Przy wejściu do środków transportu przeprowadzana jest pobieżna kontrola, a na ulicach zaparkowane są pancerne wozy policyjne. W publicznych miejscach kręcą się uzbrojone służby bezpieczeństwa (podobnie jak w Brukseli po zamachu terrorystycznych w marcu 2016 r.). Z tego co zaobserwowałam, zgromadzenia i happeningi normalnie się odbywały (m.in. wychodząc z pałacu Dolmabahçe natknęłam się na demonstrację legalnej pozaparlamentarnej partii komunistycznej, nie wspominając już o wszechobecnej kampanii wyborczej Erdoğana). W każdym razie, stan wyjątkowy nie powodował żadnych utrudnień jeżeli chodzi o poruszanie się po mieście czy zwiedzanie.
W Stambule, w przeciągu ostatnich lat, doszło do kilku ataków terrorystycznych. Ostatni miał miejsce w noc sylwestrową 1 stycznia 2017 r., kiedy zamachowiec, rzekomo przebrany w strój św. Mikołaja, zastrzelił 39 osób i ranił ok. 70 w nocnym klubie w dzielnicy Ortaköy. W 2016 r. doszło do zamachów terrorystycznych w miejscach, gdzie często przebywają turyści - na międzynarodowym lotnisku Atatürka, w okolicach Alei Istiklal czy w dzielnicy Sultanahment. Szczerze powiedziawszy, spacerując po Stambule, w ogóle się nad tym zagrożeniem nie zastanawiałam. Kiedy mieszkałam w "stolicy Unii Europejskiej" - Brukseli, doszło do zamachów terrorystycznych na lotnisko w Zaventem i stacji metra Maelbeek, dlatego sam fakt, że poruszam się po Stambule, nie wzbudził we mnie obaw, że może się tu wydarzyć coś podobnego. Z jednej strony, nie dajmy się zwariować. Z drugiej, jeżeli zaczęłoby się dziać cokolwiek niepokojącego, należy oczywiście możliwie najszybciej zareagować. Powtarzając za brytyjską policją - "Run, hide, tell" ("Uciekaj, ukryj się, poinformuj").
Mimo tego, że okazanie ubezpieczenia turystycznego przy ubieganiu się o wizę (elektroniczną) formalnie nie jest wymagane, należy dmuchać na zimne. Służba zdrowia w Turcji jest w dużej mierze prywatna, a zabiegi dość kosztowne.
Dość częstą przypadłością turystów jest tzw. "zemsta Sułtana", czyli trwające około 3 dni zakażenie przewodu pokarmowego związane ze zmianą flory bakteryjnej. Profilaktycznie można pobrać probiotyki, do walizki zabrać elektrolity, a na miejscu przede wszystkim zwracać uwagę na higienę, pić wodę butelkowaną i nie jeść w lokalach, skąd sanepid wybiegłby z krzykiem.
Oprócz tłumów ludzi, ulicami Stambułu wałęsają się bezdomne koty i psy. Psy nie robią krzywdy, zwykle wylegują się w cieniu gdzieś na schodach i przyjaźnie machają ogonami kiedy zbliża się do nich człowiek (aczkolwiek, jak to zwykle ze zwierzęciem, trzeba zachować bezpieczny dystans). Zwierzęta są często dokarmianie przez ludzi resztkami jedzenia. Psy mają w uszach zielone kolczyki - to oznacza, że zostały zaszczepione na wściekliznę.
5. PUBLICZNE TOALETY
Znalezienie ich nie powinno stanowić większego problemu. Do tego, zwykle są bezpłatne. Do niektórych (np. w parku Gülhane) wejdziemy kasując naszą kartę transportu publicznego (Istanbul Kart), co kosztuje 1 TL. To co może nas w pierwszej chwili zaskoczyć, to toaleta kucana tzw. "narty" albo "stopa słonia". W miejscach turystycznych są też toalety, które znamy z naszych domów, z dodatkową rurką z której tryska woda, pełniącą funkcję bidetu (po turecku nazywana "toaletą francuską"). Papier wyrzucamy do kosza, ze względu na słabą przepustowość tamtejszych rur.
6. STRÓJ
W Turcji nie ma żadnych formalno-prawnych nakazów jeżeli chodzi o ubiór. Większość społeczeństwa wyznaje islam, aczkolwiek w Stambule kobiety ubierają się bardzo różnie. Od czadorów (czarnych, bezkształtnych płacht zakrywających ciało od stóp do głów) po powycierane dżinsy i topy. Latem swobodnie można nosić krótkie spodenki czy zwiewne sukienki, aczkolwiek wiele też zależy od rejonu po którym się poruszamy. Wchodząc do meczetów, kobiety powinny być zakryte i mieć chustę na głowie (w tych najważniejszych, przeznaczonych także do zwiedzania, chusty można pobrać przy wejściu). Wkraczając do miejsca modlitw, należy też zdjąć buty.
7. JĘZYK - KEBAP, nie KEBAB, a TRAMVAY to TRAMWAJ
Językiem tureckim posługuje się ok. 83 mln ludzi na świecie. Ma wiele dialektów, aczkolwiek za jego literacką i standardową wersję uważany jest turecki stambulski.
W 1928 r. po reformach Mustafy Kemala Atatürka, mających przekształcić Imperium Osmańskie w nowoczesne świeckie państwo narodowe, pismo osmańskie zastąpiono alfabetem łacińskim. Dodatkowo, "oczyszczono" język turecki ze słów pochodzenia arabskiego, aczkolwiek ja z moją ograniczoną znajomością tego języka, wyłapywałam ich mimo to naprawdę sporo.
Przykładowo, czekając na metro, na wyświetlaczu nad peronem pokaże się, za ile minut możemy spodziewać się jego przyjazdu. Będzie napisane np. "6 dk". "dk" to skrót od "dakika", co po turecku oznacza "minuta", tak samo jak po arabsku fonetycznie zapiszemy to słowo "daqiqa".
Innym razem spacerowałam wieczorem z moim tureckim znajomym Mertem przez słynną ulicę Istiklal, co po arabsku oznacza "Niepodległość". Z ciekawości zapytałam Merta, co to słowo oznacza po turecku, na co odpowiedział mi, że nie wie, bo to stare słowo sprzed reformy. Nie myliłam się. W przewodnikach nazwa ulicy jest tłumaczona jako "Independnce Avenue" - "Aleja Niepodległości".
W języku tureckim jest kilka liter specjalnych. Litery "ğ" nie czytamy (dlatego nazwisko tureckiego prezydenta brzmi "Erdoan" a nie "Erdogan"). ç to nasze "cz", ş to "sz", a dziwną literkę "ı", łudząco przypominającą "i", czytamy jak "y" (dlatego pałac Topkapı - "Topkapy"). "y" natomiast wypowiadamy jak "j" ("tramvay" - czyli jak się zapewne domyślacie - tramwaj).
W Stambule bardzo dużo szyldów i publicznych znaków zawiera tłumaczenie na język arabski. Jest to spowodowane co raz większym napływem turystów posługujących się tym językiem. Arabowie chętnie przyjeżdżają do Stambułu, bo stosunkowo łatwo mogą dostać wizę, jest to dość blisko domu, a jednocześnie mają poczucie, że znaleźli się w "europejskim" mieście. Oczywiście, nie wspomniałam o jeszcze jednym logicznym powodzie - Stambuł to przecież fascynujące miasto, które turyści potrafią docenić, niezależnie z którego kierunku tutaj przybyli 😉
A na koniec - ciekawostka! Ku zaskoczeniu koneserów kebabów, w oryginale, po turecku, piszemy "kebap" nie "kebab"! Podejrzewam, że wymiana literki "p" na "b" nastąpiło z powodu braków języka arabskiego, w którym nie ma literki "p" i często zastępuje się ją literką "b". Dlatego po arabsku fonetyczny zapis słowa "pizza" będzie brzmiał "bitza" 😂
Tyle udało mi się wyłapać z języka tureckiego, w ciągu mojego tygodniowego wyjazdu do Stambułu. Mam nadzieję, że te drobne wskazówki pozwolą Wam sprawniej poruszać się po Stambule!
... co do korzystania z transportu publicznego, pozwólcie, że przekieruję Was do kolejnego posta, gdzie wszystko dość dokładnie opisałam!
To co, gotowi na Stambuł?
Drugi, wspomniany już sposób, to zakup wizy na lotnisku typu wklejka. Kosztuje 25 euro/ 30 USD. Wymagana ważność paszportu - 6 miesięcy.
Trzeci, to ubieganie się o wizę w Ambasadzie Turcji w Warszawie. Podróżni muszą mieć ważny paszport co najmniej 60 dni od daty opuszczenia Turcji. Strona internetowa Ambasady, na której można złożyć wniosek o spotkanie wizowe - http://warsaw.emb.mfa.gov.tr/Mission
2. DOJAZD Z LOTNISKA DO MIASTA
Głównym lotniskiem międzynarodowym w Stambule jest lotnisko Stambuł-Atatürk (IST), oddalone jakieś 16 km od europejskiego centrum miasta.
Jest ono połączone z linią metra nr 1 (wychodząc z terminalu właściwie od razu przechodzimy do subwaya w kierunku stacji metra), po drodze mijając automaty, gdzie możemy zakupić bilet na transport publiczny. Ze stacji HAVALIMANI (lotnisko, oznaczone samolocikiem) linią M1 dojedziemy do stacji YENIKAPY (ok. pół godziny jazdy). Stamtąd bierzemy tramwaj albo wsiadamy w metro, w zależności gdzie się zatrzymujemy.
Pomiędzy lotniskiem Atatürka, a placem Taksim, kursują od 4:00 rano do 1:00 w nocy autokary Havabus (cena - 15 TL, w tym bagaż). Dojazd zajmuje ok. 40 minut.
Za 50-60 TL możemy też dostać się do centrum Stambułu taksówką.
3. PIENIĄDZE
Oficjalną walutą w Turcji jest lira turecka (TRY/ choć na miejscu częściej używano skrótu TL). Nominały na banknotach to: 5, 10, 20, 50, 100 i 200 TL. Odpowiednikiem groszy są kurusze. Na monetach widnieją nominały: 1, 5, 10, 20 i 50 kuruszy oraz 1 TL (tej ostatniej będziecie mieli w portfelu pełno!). 1 zł to mniej więcej 1,18 TL. Turecka lira ostatnio słabnie głównie z powodu wysokiej stopy inflacji. Można ją nabyć w kantorach walutowych w Stambule, najłatwiej wymieniając euro lub USD. W maju 2018 r. za 1 euro można było dostać 4,95 - 5 TL.
W Stambule ceny kształtują się mniej więcej tak jak w Warszawie. Za sycący obiad w restauracji zapłacimy 24 - 45 TL, za przekąskę z budki 1,50 - 7 TL, a za jednorazowy przejazd komunikacją miejską 1,50 - 2,60 TL.
Płacenie kartą i wyciąganie kasy z bankomatu nie stanowiło problemu, aczkolwiek korzystając z bankomatu musimy się liczyć z opłatą bankową (za wyciągnięcie 300 TL zapłaciłam dodatkowo 15 TL). Niestety, nie w każdej knajpie płacenie kartą jest możliwe, więc warto mieć przy sobie trochę gotówki.
4. BEZPIECZEŃSTWO
Po Stambule, od rana do wieczora, poruszałam się zupełnie sama i zachowując podstawowe środki bezpieczeństwa, nie czułam się w żaden sposób zagrożona, ani kradzieżą, ani żadnego rodzaju napaścią. Po tym rozległym, kosmopolitycznym mieście przewijają się tłumy ludzi, którzy jeżdżą środkami komunikacji do pracy, spotykają się w knajpach ze znajomymi, a także hordy turystów, z tego co zaobserwowałam, głównie z Rosji, Niemiec, krajów arabskich i azjatyckich (Stambuł odwiedza około 9 mln turystów rocznie).
Jeżeli poprosi się kogoś o pomoc np. o wskazanie drogi, spotkamy się z życzliwością. Turcy są bardzo responsywni. Jeżeli komuś na ulicy dzieje się krzywda, na pewno zareagują. Czasami ktoś zaczepi nas pytając czy nie potrzebujemy jakiś wskazówek i zainicjuje krótką pogawędkę.
Jedyna mało komfortowa sytuacja, z którą miałam do czynienia spacerując ulicami Stambułu, to niechciany podryw, który zawsze miał ten sam schemat. Podbijał jakiś koleś i pytał się skąd pochodzę. Zwykle w takiej sytuacji uprzejmie zbywałam adoratora, mówiąc, że się spieszę, a jak nie pomagało, to po prostu go ignorowałam.
Jeżeli wpadłam w gadkę z kimś z obsługi i padła propozycja wspólnego wyjścia na sheeshę, wspominałam mimochodem, że przyjechałam w odwiedziny do tureckiego chłopaka (postać wyimaginowana), który kończy pracę o 18:00 i proponowałam, że możemy pójść tam we trójkę...
Jeden typ skradł moje serce. Siedziałam sobie przed Hagią Sophią, kiedy dosiadł się jakiś obcy gość ze standardową gadką "Where are you from?". Odpowiedziałam mu coś na odczep się i zaczęłam udawać, że szukam czegoś na mapie. Nagle usłyszałam ten sam męski głos z ciężkim akcentem "Are you looking for my home?".
Tego typu zaczepki zdarzały się stosunkowo rzadko, nie były ani wulgarne ani bardzo nachalne (w przeciwieństwie do tego, czego doświadczyłam w Kairze).
Od nieudanego zamachu stanu w lipcu 2016 r. już siedmiokrotnie został przedłużony stan wyjątkowy (w takich warunkach odbędą się wybory prezydenckie 24 czerwca 2018 r.). Mimo tego, nie wprowadzono godziny policyjnej. Przy wejściu do środków transportu przeprowadzana jest pobieżna kontrola, a na ulicach zaparkowane są pancerne wozy policyjne. W publicznych miejscach kręcą się uzbrojone służby bezpieczeństwa (podobnie jak w Brukseli po zamachu terrorystycznych w marcu 2016 r.). Z tego co zaobserwowałam, zgromadzenia i happeningi normalnie się odbywały (m.in. wychodząc z pałacu Dolmabahçe natknęłam się na demonstrację legalnej pozaparlamentarnej partii komunistycznej, nie wspominając już o wszechobecnej kampanii wyborczej Erdoğana). W każdym razie, stan wyjątkowy nie powodował żadnych utrudnień jeżeli chodzi o poruszanie się po mieście czy zwiedzanie.
W Stambule, w przeciągu ostatnich lat, doszło do kilku ataków terrorystycznych. Ostatni miał miejsce w noc sylwestrową 1 stycznia 2017 r., kiedy zamachowiec, rzekomo przebrany w strój św. Mikołaja, zastrzelił 39 osób i ranił ok. 70 w nocnym klubie w dzielnicy Ortaköy. W 2016 r. doszło do zamachów terrorystycznych w miejscach, gdzie często przebywają turyści - na międzynarodowym lotnisku Atatürka, w okolicach Alei Istiklal czy w dzielnicy Sultanahment. Szczerze powiedziawszy, spacerując po Stambule, w ogóle się nad tym zagrożeniem nie zastanawiałam. Kiedy mieszkałam w "stolicy Unii Europejskiej" - Brukseli, doszło do zamachów terrorystycznych na lotnisko w Zaventem i stacji metra Maelbeek, dlatego sam fakt, że poruszam się po Stambule, nie wzbudził we mnie obaw, że może się tu wydarzyć coś podobnego. Z jednej strony, nie dajmy się zwariować. Z drugiej, jeżeli zaczęłoby się dziać cokolwiek niepokojącego, należy oczywiście możliwie najszybciej zareagować. Powtarzając za brytyjską policją - "Run, hide, tell" ("Uciekaj, ukryj się, poinformuj").
Mimo tego, że okazanie ubezpieczenia turystycznego przy ubieganiu się o wizę (elektroniczną) formalnie nie jest wymagane, należy dmuchać na zimne. Służba zdrowia w Turcji jest w dużej mierze prywatna, a zabiegi dość kosztowne.
Dość częstą przypadłością turystów jest tzw. "zemsta Sułtana", czyli trwające około 3 dni zakażenie przewodu pokarmowego związane ze zmianą flory bakteryjnej. Profilaktycznie można pobrać probiotyki, do walizki zabrać elektrolity, a na miejscu przede wszystkim zwracać uwagę na higienę, pić wodę butelkowaną i nie jeść w lokalach, skąd sanepid wybiegłby z krzykiem.
Oprócz tłumów ludzi, ulicami Stambułu wałęsają się bezdomne koty i psy. Psy nie robią krzywdy, zwykle wylegują się w cieniu gdzieś na schodach i przyjaźnie machają ogonami kiedy zbliża się do nich człowiek (aczkolwiek, jak to zwykle ze zwierzęciem, trzeba zachować bezpieczny dystans). Zwierzęta są często dokarmianie przez ludzi resztkami jedzenia. Psy mają w uszach zielone kolczyki - to oznacza, że zostały zaszczepione na wściekliznę.
5. PUBLICZNE TOALETY
Znalezienie ich nie powinno stanowić większego problemu. Do tego, zwykle są bezpłatne. Do niektórych (np. w parku Gülhane) wejdziemy kasując naszą kartę transportu publicznego (Istanbul Kart), co kosztuje 1 TL. To co może nas w pierwszej chwili zaskoczyć, to toaleta kucana tzw. "narty" albo "stopa słonia". W miejscach turystycznych są też toalety, które znamy z naszych domów, z dodatkową rurką z której tryska woda, pełniącą funkcję bidetu (po turecku nazywana "toaletą francuską"). Papier wyrzucamy do kosza, ze względu na słabą przepustowość tamtejszych rur.
6. STRÓJ
W Turcji nie ma żadnych formalno-prawnych nakazów jeżeli chodzi o ubiór. Większość społeczeństwa wyznaje islam, aczkolwiek w Stambule kobiety ubierają się bardzo różnie. Od czadorów (czarnych, bezkształtnych płacht zakrywających ciało od stóp do głów) po powycierane dżinsy i topy. Latem swobodnie można nosić krótkie spodenki czy zwiewne sukienki, aczkolwiek wiele też zależy od rejonu po którym się poruszamy. Wchodząc do meczetów, kobiety powinny być zakryte i mieć chustę na głowie (w tych najważniejszych, przeznaczonych także do zwiedzania, chusty można pobrać przy wejściu). Wkraczając do miejsca modlitw, należy też zdjąć buty.
7. JĘZYK - KEBAP, nie KEBAB, a TRAMVAY to TRAMWAJ
Językiem tureckim posługuje się ok. 83 mln ludzi na świecie. Ma wiele dialektów, aczkolwiek za jego literacką i standardową wersję uważany jest turecki stambulski.
W 1928 r. po reformach Mustafy Kemala Atatürka, mających przekształcić Imperium Osmańskie w nowoczesne świeckie państwo narodowe, pismo osmańskie zastąpiono alfabetem łacińskim. Dodatkowo, "oczyszczono" język turecki ze słów pochodzenia arabskiego, aczkolwiek ja z moją ograniczoną znajomością tego języka, wyłapywałam ich mimo to naprawdę sporo.
Przykładowo, czekając na metro, na wyświetlaczu nad peronem pokaże się, za ile minut możemy spodziewać się jego przyjazdu. Będzie napisane np. "6 dk". "dk" to skrót od "dakika", co po turecku oznacza "minuta", tak samo jak po arabsku fonetycznie zapiszemy to słowo "daqiqa".
Innym razem spacerowałam wieczorem z moim tureckim znajomym Mertem przez słynną ulicę Istiklal, co po arabsku oznacza "Niepodległość". Z ciekawości zapytałam Merta, co to słowo oznacza po turecku, na co odpowiedział mi, że nie wie, bo to stare słowo sprzed reformy. Nie myliłam się. W przewodnikach nazwa ulicy jest tłumaczona jako "Independnce Avenue" - "Aleja Niepodległości".
W języku tureckim jest kilka liter specjalnych. Litery "ğ" nie czytamy (dlatego nazwisko tureckiego prezydenta brzmi "Erdoan" a nie "Erdogan"). ç to nasze "cz", ş to "sz", a dziwną literkę "ı", łudząco przypominającą "i", czytamy jak "y" (dlatego pałac Topkapı - "Topkapy"). "y" natomiast wypowiadamy jak "j" ("tramvay" - czyli jak się zapewne domyślacie - tramwaj).
W Stambule bardzo dużo szyldów i publicznych znaków zawiera tłumaczenie na język arabski. Jest to spowodowane co raz większym napływem turystów posługujących się tym językiem. Arabowie chętnie przyjeżdżają do Stambułu, bo stosunkowo łatwo mogą dostać wizę, jest to dość blisko domu, a jednocześnie mają poczucie, że znaleźli się w "europejskim" mieście. Oczywiście, nie wspomniałam o jeszcze jednym logicznym powodzie - Stambuł to przecież fascynujące miasto, które turyści potrafią docenić, niezależnie z którego kierunku tutaj przybyli 😉
A na koniec - ciekawostka! Ku zaskoczeniu koneserów kebabów, w oryginale, po turecku, piszemy "kebap" nie "kebab"! Podejrzewam, że wymiana literki "p" na "b" nastąpiło z powodu braków języka arabskiego, w którym nie ma literki "p" i często zastępuje się ją literką "b". Dlatego po arabsku fonetyczny zapis słowa "pizza" będzie brzmiał "bitza" 😂
Tyle udało mi się wyłapać z języka tureckiego, w ciągu mojego tygodniowego wyjazdu do Stambułu. Mam nadzieję, że te drobne wskazówki pozwolą Wam sprawniej poruszać się po Stambule!
... co do korzystania z transportu publicznego, pozwólcie, że przekieruję Was do kolejnego posta, gdzie wszystko dość dokładnie opisałam!
To co, gotowi na Stambuł?








Komentarze
Prześlij komentarz